samochód

Bolą nogi

Nasza mała podróżniczka skończyła niedawno już 4 lata! Ale ten czas leci…a szczególnie w podróży, w które wybieramy się jak wiadomo często. W przypadku Pani W. pojawiło się chyba zjawisko słomianego zapału do podróżowania.

 

Nie do samej idei? O nie! Wycieczki, spacery, a nawet ostatnio jazda na nartach to ulubiony temat w naszej rodzinie. – A pójdziemy dziś na spacer? – pyta każdego dnia moja córka. Do spaceru przygotowujemy się solidnie. Nie może zabraknąć na nim ulubionej przekąski, czegoś do picia i ….awaryjnego pomagiera…wózka! Wstyd! 4 lata i nadal jest nam potrzebny. Jego stan już dawno sugerowałby, że należałoby się mu już dobre miejsce na śmietniku. Nie ukrywam, że pojawienie się z nim w miejscach publicznych graniczy z lekkim obciachem. No ale jeśli bolą nogi, bolą nogi? To cóż począć? Podróże wózkiem wszak także należą do kategorii, a sam wózek to też pojazd. Trudno temu zaprzeczyć.

A zatem wózek, samochód, albo…plecy tatusia to ulubiona forma podróżowania Pani W. Biedny tatuś z takim klopsidłem na plecach, prędzej zgarbacieje. No ale jak tu odmówić…gdy nogi bolą. A bolą dosyć często: po dwóch zjazdach z górki na nartach, po dwóch upadkach na łyżwach na lodowisku. Ale najważniejsze, że chęci są: „A kiedy znowu pojedziemy na łyżwy?” – dopytuje się Pani W. Potem jednak najchętniej jeździ mama, a W. obserwuje, siedząc na trybunach i pije sok.  – A chciałabym dziś znów iść na narty – zagadywała każdego dnia w trakcie naszego wypadu do Karpacza w czasie ferii córka. I właściwie po samym zapięciu nart: „To jeden zjazd i kupisz mi kakauko.” Gdy zaprzeczałam i negocjowałam dwa, może trzy zjazdy, na twarzy Pani W. pojawiał się grymas oburzenia: „Do taty, do taty…” i tak kończył się dzień Pani W na stoku.

Bo kiedy nogi bolą, trzeba odpocząć.

Hanna Grabowska-Macioszek