namiot

Przełamać złą passę

Nigdy więcej Chorwacji? Otóż niekoniecznie. Miejmy nadzieję, że tym razem nas nie zaleje.

Czytelnicy mojego bloga Weronika w podróży z pewnością pamiętają moje perypetie w Chorwacji związane z wypoczynkiem pod namiotem. No cóż jak to popularne stwierdzenie poucza, nigdy nie mów nigdy, w tym roku postanowiliśmy stawić czoło chorwackim oberwaniom chmury i zapanowaliśmy tamże wakacje.

W. nie może się doczekać i już powoli myśli, co spakować do plecaczka. Tym razem mam nadzieję, że wszystko pójdzie po naszej myśli. Najważniejsze, że nie będą to wakacje pod namiotem, aczkolwiek mąż długo mnie przekonywał, bym dała się jednak skusić na biwakowanie. Zaplanowaliśmy to bardziej z głową. Wyjazd z biura podróży z dojazdem we własnym zakresie z pobytem w apartamencie rokuje na lepsze powodzenie naszego przedsięwzięcia.

Tak sobie myślę, że może wyjazd ten pozwoli zmienić moje zdanie na temat Chorwacji i być może trzeba jej dać jeszcze jedną szansę. Oby jej nie zmarnowała!

Hanna Grabowska-Macioszek

Pod namiot? Nie polecam

No chyba, że ktoś lubi wypoczywać w spartańskich warunkach… Ja nie!

Wakacje pod namiotem w ciepłym kraju – takim jak Chorwacja – mogą kojarzyć się z młodością, przygodą, możliwością obcowania z przyrodą, romantyzmem, luzem i błogim nic nierobieniem. Być może…

Z pewnością ze względu na większe prawdopodobieństwo słonecznej pogody są lepszym pomysłem niż wypad pod namiot w Polsce. Choć nie do końca. Jak przekonałam się niestety na własnej skórze, że i w Chorwacji może zaskoczyć oberwanie chmury, którego skutki zarówno dla namiotu, jak i spędzających w nim urlop (czyli mnie), były opłakane.

Prapratno – niby raj na ziemi. Uroczy kemping położony przy pięknej piaszczystej plaży usytuowany w oliwnym gaju, gdzie codziennie można posłuchać koncertu cykad. Widoki jak z bajki. Ale jest i jeszcze druga strona medalu – ta nieco mniej błyszcząca. Kemping leży w czymś na kształt wąwozu, dolinie, otoczonej górami. W przypadku deszczu cała woda z tych gór spływa właśnie do tej doliny i jest spore, a nawet duże prawdopodobieństwo, że wleje się prosto do naszego namiotu. Podłoże nie chłonie wilgoci i po chwili nasze materace wypływają z błotnistą cieczą poza namiot. Pościel, materace – wszystko mokre, brudne, a człowiek stoi po kostki w tym bagnie i czuje się niczym biedny rozbitek na morzu. Ciekawe zjawisko przy okazji tamtejszych ulew można zaobserwować w sąsiednim Stonie. Piękne zabytkowe miasteczko zamienia się wówczas w niemal podwodną Atlantydę. Ulicami leje się woda przypominająca rwącą rzekę, w której brodzimy prawie po kolana. Gdyby nie fakt, że skutki tego zjawiska do najprzyjemniejszych nie należą, byłoby całkiem interesująco.

Pech chciał, że „przygoda” ta spotkała mnie tam aż dwa razy. Za pierwszym – na szczęście ostatniej nocy. Drugim razem w połowie pobytu. Byliśmy zmuszeni szukać kwatery, żeby spędzić godnie dalszą część wakacji. – Ty to faktycznie masz pecha. Coś co nas tam nigdy nie spotkało – ciebie po raz drugi – usłyszałam w telefonie dodający otuchy głos mojej mamy. Fakt, nic tylko się rozpłakać! Można by pomyśleć – po co jechaliśmy tam drugi raz? Lecz z pewnością nikt nie spodziewałby się, że jak już coś takiego przydarzyło się nam raz, przydarzy się ponownie. A jednak – nasza przezorność nas zawiodła.

Poza „wodnistym” zdarzeniem namiot mnie nie kręci też z innych powodów. Kiedy raz wyszła nam spod materaca wielka stonoga, omal nie zeszłam na zawał serca. Każdy podmuch wiatru, szelest jest słyszalny w 100%. Kiedy ktoś ma marny sen, nie śpi całe noce. Można by jeszcze długo wymieniać niedogodności, jakie niesie ze sobą spanie w namiocie.

- To co? W przyszłym roku też pojedziemy pod namiot? – spytał po powrocie do domu mój mąż – wielki wielbiciel biwakowania. – Chyba nie mówisz poważnie Shrek! To nie są warunki dla królewny! – odpaliłam.

Piękno Chorwacji, choć niezaprzeczalne, we mnie wzbudza tylko wspomnienie zalanego namiotu. A tak na marginesie – cud, że żyjemy, bo kable doprowadzające do naszego obozowiska prąd, były podpięte.

Hanna Grabowska-Macioszek

Z dziadkami pod namiot

No tak… i znowu to robią… Zmęczeni całoroczną gonitwą w pracy, poświęcają ponownie swój urlop, na który czekają cały rok, by zabrać najukochańszą wnuczkę na wakacje. Cóż to za odpoczynek? Podziwiam ich szczerze! Niestety w tym roku istnieje prawdopodobieństwo, że W. wykończy babcię i dziadka. Oby nie…

A przede mną bojowe zadanie spakowania mojej małej panny, by niczego jej nie brakowało. Jednym z ważniejszych przedmiotów jest krem z filtrem i kapelusik, bo chorwackie słońce potrafi przypiec.  A potem cała masa kreacji, by na tamtejszym campingu błyszczała, niczym gwiazda… To tak pół żartem pół serio, ale na pewno garderoba musi być bawełniana (100%), przewiewna i najlepiej w jasnych kolorach, bo jak wiadomo, wszystko, co ciemne, przyciąga słońce. W przypadku Chorwacji – niezbędne będą buciki do wody.

Zabawki W. postanowiła spakować sama… no prawie… – Mamusiu pomóć – poprosiła. No i dobrze. Przynajmniej mogłam skontrolować, co sobie wybrała i czy ich ilość pomieści się w dziadziusiowym samochodzie. Jeśli chodzi o W. to najważniejszą sprawą na wszelkie wyjazdy jest zabranie kredek i bloku rysunkowego. Mała W. cierpi bowiem od pewnego czasu na manię rysowania. Przed wyjściem do przedszkola potrafi narysować cztery obrazki. Każdy przedstawia …mamusię. W końcu spełniło się moje marzenie, że ktoś kiedyś namaluje mój portret. Teraz jestem portretowana z taką pasją, niczym muza wielkich artystów. A portretów mam już tyle, że mogłabym wytapetować sobie nimi całe mieszkanie.

Jak już wspominałam kiedyś w którymś z wcześniejszych tekstów, obowiązkowe jest dla mnie spakowanie leków z rozpiską, jaki lek na co i ile dawkować, by dziadkowie w razie czego wiedzieli, co podać.

Dokumenty!!

To najważniejsza sprawa. Szczególnie w przypadku wyjazdu za granicę z osobami niebędącymi rodzicami. Ja zawsze wkładam do torby: dowód osobisty, paszport, europejską kartę NFZ, dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne w PZU i….AKT NOTARIALNY z tłumaczeniem, który potwierdza to, że pani W. jest wnuczką swoich dziadków i że wspólnie z mężem zezwalamy na jej wyjazd pod ich opieką. Do tej pory jeszcze nikt nie poprosił moich rodziców o okazanie tego dokumentu, ale na wszelki wypadek…przezorny zawsze ubezpieczony.

Torba podręczna ze środkami czystości, ubraniami na zmianę, jedzonkiem oraz ulubionym przytulakiem i książeczką.

I co? Walizka już spakowana. Teraz czekamy na akceptację babci…