Pogoria i Sosina

Lato niechybnie zmierza ku końcowi, wielkimi krokami nadchodzi jesień. Wakacje już się skończyły. Jednak przy pięknej pogodzie, jaka często się zdarza we wrześniu, by złapać ostatnie promienie słońca, warto wybrać się nad jakieś jeziorko.

 

Dobrze jeśli przy okazji będzie ono niezbyt brudne. No takie żeby po zamoczeniu w nim palca u nogi, nie odpadł nam. Najlepiej wybrać się nad zalew w najbliższej okolicy. Mój wybór padł na Pogorię w Dąbrowie Górniczej i Sosinę w Jaworznie. Blisko i w miarę czysto.

W jedną z wrześniowych sobót, by wygrzać zmęczone całotygodniową bieganiną kości, wspólnie z mężem udałam się nad Jezioro Pogoria. Tu muszę zaznaczyć, że ze względu na to, iż Pogorii jest kilka, trochę pogubiliśmy drogę, bo do każdego zalewu prowadzi inny dojazd. Nasza nawigacja zupełnie nie zdała egzaminu, choć sławny kierowca rajdowy za każdym razem się chwali, że z nim na pewno dojedzie się do celu i pozdrawia. Jechaliśmy przez jakieś doły, wertepy i leśne ostępy. Nasz wehikuł w ten weekend przeżył prawdziwą szkołę przetrwania. Tylko czekałam aż odpadnie mu koło, czy przydarzy się mu co innego. Po drodze mijaliśmy auto, które złapało  tak zwanego „kapcia”. – Pal licho samochód! – pomyślałam sobie – Jak ten rajd zniesie pani W.?

Po dotarciu na miejsce, znaleźliśmy się na mikroskopijnej porośniętej drzewami plaży. Rozłożyliśmy nasz kocyk na niemal czarnym piasku (tak brudnym). – Patrz, niczym plaża z piaskiem z pyłu wulkanicznego – powiedziałam do męża. – Nie trzeba nigdzie wyjeżdżać w egzotyczne kraje, by zaobserwować takie zjawisko. Wystarczy wypad do Dąbrowy Górniczej – zażartowałam. Mimo lekkiego obrzydzenia, jakim napawał nas ten piach, oddaliśmy się błogiemu lenistwu. To nic, że od czasu do czasu zajeżdżało ludzkimi odchodami. Byliśmy tak zmęczeni, że nawet ten swąd nam nie przeszkadzał. Pomyślałam sobie jednak, moja noga tam już nigdy więcej nie postanie. A humor zdecydowanie pogorszył nam fakt, jak nasze grillowane kiełbaski sturlały się z grilla prosto w ten „uroczy” piach. Umycie ich w jeziorze, nie było najlepszym pomysłem, wyszorowaliśmy je w wodzie mineralnej, choć ja kategorycznie oznajmiłam, że nie będę ich jadła. Do tego koło nas w piasku grzebała jakaś dziewczynka. Wkładała rączki do tego brudnego czegoś – ochota na jedzenie przeszła mi zupełnie. Kiedy nasze kiełbaski wylądowały w tym piachu ponownie, miałam już wszystkiego dosyć i chciałam wracać do domu. Przy okazji oberwało się także mojemu mężowi, że nie potrafi usmażyć mi kiełbaski i że na pewno wyskoczą mi jakieś parchy z tego piachu i że po co w ogóle tu przyjechaliśmy. Mój mąż wzruszył tylko ramionami i zabrał mnie do domu. Co miał zrobić? Biedak!

Niedziela znów przywitała nas pięknym słońcem. Siedzenie w domu przy takiej pogodzie , to byłby prawdziwy nietakt. Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy nad Sosinę do Jaworzna (Pogorii nigdy więcej!)

Piękny zadrzewiony teren wokół jeziora od razu mi się spodobał. Mogłam bezpiecznie plażować, nie martwiąc się, że pani W. na tym ucierpi. Plaża piaszczysta i trawiasta – jak kto woli. Woda czysta – choć ja i tak się nie kąpałam. Zapowiadał się miły wypoczynek. I taki też był. A co najważniejsze, że kiełbaski nie wpadły nam do piasku, bo koc rozłożyliśmy na trawie.

Zbiorniki wodne, które jeszcze znajdują się niedaleko Katowic i w których można się kąpać to poza Pogorią i Sosiną – między innymi Przeczyce oraz Chechło.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>